poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział 12 "Co za debil, Jak on mógł ?!?, Ale to mi się nawet podobało ? "



Niedziela, 22.09.2013r
Rozdział 12 "Co za debil, Jak on mógł ?!?, Ale to mi się nawet podobało ? "



Zatrzasnęłam za nim drzwi... Co za debil, Jak on mógł ?!?, Ale to mi się nawet podobało ? - takie oto myśli przebiegały przez mają głowę... Postanowiłam, że przez resztę dnia zostanę w pokoju. Odpaliłam laptopa i weszłam na twittera. Ostatnio wstawiłam kilka zdjęć z chłopakami.. Tak więc pod nimi widniało kilkadziesiąt tysięcy... Hejtów... Nawet mnie to nie zainteresowało. Napisałam nowy post "Ja... Czy Komuś też kiedyś zdarzyła się znaleźć w swojej kuchni nieznajome dziewczynki i całkiem interesującego nieznajomego, gdy byłyście w samej bieliźnie ? Bo mi TAK". Napisałam, wyszłam z twittera i włączyłam Skype. Kristi... Spróbowałam się z nią połączyć... Pierwszy...Drugi...Piąty... Nic. Nie odbierała. Nie wiem co ją ugryzło. Wyłączyłam Skype i weszłam na bloga napisałam taki sam post jak na twitterze i dołączyłam do tego piosenkę "Love me Again" John'a Newman'a i dopisałam pod nią "Czy miłość do mnie wróciła ? Ale dlaczego John ? Dlaczego on ?"...  Wyłączyłam laptop i położyłam się na łóżku. I zasnęłam.

....Kilka godzin później....

Obudziły mnie śmiechy nad moją głową. Otwierając oczy ujrzałam Lou i Niallera.
I: Co... Coo... Wy tu robicie ??? -spytałam zaspana- K..Która godzina... ?...
L: Wiesz księżniczko John opowiedział nam wasze poranne spotkanie. I zaniepokoiłem się, że nie wychodzisz z pokoju. Tak więc wpadliśmy do Ciebie. A godzina... Eeee... Dochodzi 14... A my zabieramy Cię na miasto ! -wykrzyczał Lou-

Sorry... Że nie pisałam tak długo... Na razie taki króciutki spróbuję dodać następny w tym tygodniu ;)

czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 11 "Naszą 'konwersację' przerwał wchodzący do pokoju"



Czwartek, 04.07.13r.

Rozdział 11 "Naszą 'konwersację' przerwał wchodzący do pokoju"


I: Loui dziękuję Ci jesteś kochany... -powiedziałam łamiącym się głosem-


....KILKA TYGODNI PÓŹNIEJ....
Mieszkanie w tym wariatkowie nie jest proste. Ale zaczynam się przyzwyczajać. Powinnam poszukać sobie jakiejś nowej szkoły, lecz nie mam jakoś na to ochoty. Leniuchowanie nie jest takie złe. Chłopcy niedługo wyjeżdżają w trasę, więc zostanę tylko ja i ten wielki dom Mr.Styles'a choć można już powiedzieć, że to też i mój dom...
Ten dzień zaczął się dość ciekawie, w sumie tak jak każdy dzień tutaj... Chłopcy gdzieś wybyli, a w salonie siedziały dwie kilkunastoletnie dziewczynki. Zauważyłam je dopiero gdy wyciągałam z lodówki mleko... Tylko zaraz zaraz ja jestem w bieliźnie... Opppsssss..... Dziewczyny zaczęły cicho śmiać się pod swoimi nosami. W tym momencie poczułam jak moje policzki zalewają się rumieńcem. Gdy nagle z toalety wyszedł jakiś chłopak !?! Na jego rękach widniały liczne tatuaże miał też liczny piercing. Podobało mi się to. Kurwa ! Isa ogarnij się ty jesteś w bieliźnie... W tym momencie odwróciłam się na pięcie i pognałam na górę. Słyszałam jeszcze przez chwilę śmiech chłopaka.
Przebrałam się w luźną bokserkę, czarne poprzecierane rurki i tego samego koloru conversy.. Włosy spięłam w wysoki kok i nałożyłam lekki makijaż.... Dobra... Teraz muszę tam zejść ? Tak ? Boże... Z moich rozmyśleń wyrwał mnie wchodzący do pokoju Harry. Wyglądał bardzo.. Eeee... Pociągająco ? Był ubrany w czarne rurki, czerwono-niebieką koczulę i białe conversy. Jego loki tworzyły zgrany nieład na jego głowie. I te jego nieziemsko pachnące perfumyyy... Ejjj... Ejj... Dość... Loczek wchodząc do pokoju zmierzył mnie od góry do dołu -moje policzki zalały się rumieńcem, na myśl iż on właśnie teraz patrzy na każdy kawałek mojego ciała podsumowując mój dzisiejszy ubiór- ...

H: Wyglądasz pięknie młoda... - powiedział przygryzając dolną wargę swoich ust
I: Tylko nie młoda lokersie... Powiedz mi co to za ludzie siedzący w salonie ? -spytałam podziwiając wytatuowany tors chłopaka, przebijający przez jego koszulę
H: W salonie ? Co ty mło... mała miałaś ostatnio jakąś bliską styczność z podłogą ? Że nie pamiętasz naszych przyjaciół ? -mówił czochrając swoje loki
I: Nie, nie miałam styczności z podłogą, a czy ty przypadkiem nie miałeś bliższej znajomości z sokowirówką ?? -sokowirówką ? co ja powiedziałam...- Chodzi mi o te dwie dziewczynki i chłopaka - powiedziałam przybliżając się do niego... z każdym oddechem czułam cudną woń jego perfum
H: Dwie dziewczynki.... Dwie dziewczynki... A już wiem... To Melanie i Sophie siostry John'a.. John to mój przyjaciel.. A co ?? Spodobał ci się... - mówił przyciągając mnie do siebie jeszcze bardziej
I: Eee.... Nie .... Po prostu trochę dziwnie się poczułam schodząc na dół w bieliźnie i widząc jakieś obce mi dziewczynki i chłopaka... Czy wy oszaleliście ? Zostawiając mnie samą w domu z obcymi mi ludźmi ? - powiedziałam lekko uderzając loczka pięścią w tors tak aby go od siebie nieco odsunąć
H: Ała... Masz dzisiaj jakieś napady agresji czy co ?? -mówił pocierając ręką o miejsce w które został 'uderzony'- Oni nie są obcy to moi znajomi, a moi znajomi mogą być w moim domu tak często i długo jak tylko chcą... Chyba coś o tym wiesz ?? - powiedział ruszając tymi swoimi brwiami, ukazując swoje dołeczki
I: Nie wyjeżdżaj mi tu z tymi swoimi dołeczkami...
H: A dlaczego ? Przecież prawie każda dziewczyna na tej półkuli ziemskiej je uwielbia - powiedział ukazując rząd swoich białych zębów

Naszą 'konwersację' przerwał wchodzący do pokoju John ? Tak John...

J: Harry !!! Tutaj jesteś... Szukałem Cię.. Uuuu... A co to za piękna pani stojąca zbyt blisko ciebie ?? - powiedział wpychając się między mnie i Styles'a
H: John stary !!! To moja przyjaciółka Isabella, ale mów na nią Isa lub młoda... Bardzo tego nie lubi -dodał cichym głosem-
I: Harry zabiję cię kiedyś - powiedziałam wygrażając mu pięścią
H: Też cię kocham młoda - rzucił wychodząc z pokoju tym samym pozostawiając mnie sam na sam z wytatuowanym gościem
J: Jestem John Neli - mówił wyciągając w moją stronę dłoń
I: Hej Isa... Isabella Meyr - dokończyłam zacieśniając nasze dłonie w powitalnym ścisku
J: Isa.. Muszę ci powiedzieć pociągają mnie takie laski jak ty... - powiedział łapiąc mnie za tyłek
I: Ej... Uważaj sobie -prawie, że wykrzyczałam mu w twarz ściągając jego dłoń- Laskę to ty może masz w tanim klubie nocnym, ale nie tu - powiedziałam i skierowałam się do wyjścia-
J: - złapał mnie za nadgarstek i powiedział- I tak będziesz moja - mówił przygryzając mi płatek ucha-

Hejoł :)) I jak wam się podoba ???? Mi osobiście bardzo ;P Teraz spróbuję dodawać Imaginy codziennie w miarę możliwości czasu... Pamiętajcie CZYTASZ = KOMENTUJESZ :)

środa, 3 lipca 2013

Rozdział 10 "Mamo... Tęsknię... [*]"


Środa, 03.07.13r.

Rozdział 10 "Mamo... Tęsknię... [*]"


Tego było już po prostu za wiele... Rozumiem mogą się o mnie martwić, ale nie od razu posyłać do jakiegoś PSYCHOLOGA !!! Louis nie spieszył się z tym wyjściem, a więc trochę mu pomogłam, a jaśniej wykopałam go za drzwi i zakluczyłam się na klucz... Położyłam się na łóżku i postanowiłam zapisać wszystko o czym teraz myślę w pamiętniku.. Nie miałam niczego takiego, a więc założyłam bloga. Zmieniłam swoje imię i zaczęłam....

"Dlaczego to akurat MNIE musiało spotkać ?? Dlaczego ?!?
Moja mama umarła... Przed swoją śmiercią wysłała mnie na wakacje do Londynu.. 
Jak mogła... Nie powiedziała mi, że jest chora. Przecież bym jej pomogła.
Nie wiedziała o TYM ? Mogła mi powiedzieć, że choruje na RAKA..
Tak raka... Ta podstępna choroba zabiła ją, ale zabiła też i mnie nie wiem dlaczego (?) moja własna MATKA nie chciała powiedzieć, mi że jest chora... Nie chciała, żebym jej pomogła..."

...

"Moje myśli są coraz gorsze... Boję się, że jestem zdolna do samobójstwa"

...

"Chciałam... Naprawdę chciałam TO zrobić.. Chciałam się zabić...
Miałam już żyletkę tylko ten cholerny Louis. 
Co mu strzeliło do głowy, żeby mi ją zabierać ? On nie wie co ja przeżywam, co czuję"

...

"Koniec... Koniec z tym... Chcę się stąd wyprowadzić.. Nie wytrzymam TU..."

...

"Mamo... Tęsknię... [*]"

Ostatni wpis skierowałam głównie do zmarłej mamy... Nie interesowało mnie czy ktoś to przeczyta i co o tym będzie sądził... Miałam to w dupie !!! Chciałam po prostu 'wygadać' się komuś i zrobiłam to... 
Zamknęłam laptopa i położyłam się spać.

....RANO....
Chłopcy jeszcze śpią... Skąd to wiem ? W domu jest CISZA ! Szok... Nie przerywając jej wyjęłam z szafy walizkę i zaczęłam pakować swoje rzeczy... Pakowałam już ostatnią rzecz, gdy nagle ktoś złapał mnie za rękę... Przestraszyłam się i odskoczyłam na bok. Ujrzałam zaszklone oczy Tommmo...

Lo: A więc... 
I: A więc wyprowadzam się z tego wariatkowa ! -przerwałam mu
Lo: Isa... Proszę Cię zostań... Potrzebujemy Cię...
I: Louis ja tutaj nie wytrzymuję -mówiąc to kucnęłam i zasłoniłam twarz rękoma-
Lo: -kucnął i objął mnie- Isa kochanie, pomożemy Ci... Pozwól nam na to... -jego głos na końcu załamał się-

HEJ wiem krótki, ale obiecuję jutro dodam kolejny... Jak wam się podoba ??? :)

czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 9 "Moja mama nie żyję... Ja też nie żyję..."



Czwartek, 20.06.13r

Rozdział9 "Moja mama nie żyję... Ja też nie żyję..."


...Kilka miesięcy później... 


"Moja mama nie żyję... Ja też nie żyję... Gdy najważniejsza osoba w moim życiu odeszła, wraz z nią odeszła też cząstka mnie. Chłopcy próbowali mnie pocieszyć lecz już dawno sobie odpuścili. Wyglądam jak wrak człowieka. Schudłam... Nie interesuje mnie jak wyglądam..."

Louis znowu próbuję wyciągnąć mnie z domu co od kilku miesięcy mu się nie udaje. I dziś pewnie też mu się nie uda. Lecz on jest nieugięty. Wyciągnął z mojej szafy białą sukienkę rzucił ją w moją stronę, z drugiej szafki wyjął białe conversy, które podał mi do ręki. Wywlekł mnie z łóżka i wepchnął do toalety, którą zaraz po tym zakluczył. Powiedział, że nie wypuści mnie z niej do czasu, gdy nie doprowadzę się do porządku dziennego. Nie mam na to ochoty... Usiadłam na parapecie okna i wpatrywałam się w bawiące się dzieci sąsiadów. One są takie szczęśliwe... "Przebrałaś się już ?!?" usłyszałam dochodzący zza drzwi głos Lou, ale nie doczekał się  odpowiedzi. Patrząc na te wesołe dzieci i ich rodziców po moich policzkach zaczęły płynąć gorzkie łzy. Mam tego dość. Mało myśląc wzięłam do ręki żyletkę, wycelowałam ją w stronę żył na moim nadgarstku. Z moich oczu zaczęło wydobywać się coraz więcej łez. "ISA ! Już ?!? Słyszysz mnie ?!? Wchodzę !!!" i wszedł mówiąc coś pod nosem, po chwili usłyszałam krzyk " Isa ! Co ty robisz ?!!? -krzyczał podbiegając do mnie i wyrywając mi z ręki żyletkę- Dziewczyno co z tobą ? Co się dzieje ? -mówił przytulając mnie mocno do siebie- "Louis ja już tego nie wytrzymuję" -mówiłam mocniej wtulając się w klatkę piersiową chłopaka "Ale czy to powód, żeby się zabijać ? Potrzebujemy Cię Isabello..." -mówił całując mnie w głowę..."Ona odeszła...Zostawiła mnie... Zostawiła mnie całkiem samą, dlaczego nie powiedziała mi, że jest chora ?" -mój głos załamał się na końcu "Nie jesteś sama, masz NAS, my Cię nigdy nie zostawimy. Twoja mama nie chciała, żebyś marnowała sobie życia przez jej chorobę" -Tommo mówił tak jakby w to wierzył, ale ja w to nie wierzę, moja matka nie chciała żebym jej pomogła, wolała oszukiwać mnie latami i w swoje ostatnie miesiące wysłała mnie tu do Londynu..."Louis, ona mnie zostawiła wy też mnie pewnie zostawicie, wszyscy ode mnie odchodzą, nawet mój ojciec, który wolał założyć sobie nową rodzinkę niż żyć ze mną i moją.... Mamą" -powiedziałam unikając wzroku chłopaka "Isa... Czy ty nic nie rozumiesz ?!? Ty, ja, chłopcy jesteśmy rodziną. Kochamy Cię i wiesz o tym bardzo dobrze !"- nie chciałam go więcej słuchać, odwróciłam głowę i powiedziałam cicho "Wyjdź". Louisowi się to nie spodobało, przetarł twarz dłońmi... "ISA ! Mam... My wszyscy mamy już tego dość !!! Rozumiemy, że jesteś smutna po śmierci mamy, ale twoja depresja trwa już kilka miesięcy ! Liam myśli o zapisaniu Cię do psychologa." Tego już było za wiele... Odepchnęłam chłopaka od siebie i zaczęłam się drzeć " CO ?!? Jaki psycholog ?!? Chyba trochę przesadzacie ! Louis nie chcę z Tobą rozmawiać WYJDŹ !!!" mówiąc to otworzyłam drzwi.....

Hej napisałam na szybko 9 część :) Wiem krótki, ale dzisiaj dodam kolejny :) Jak się podoba ? A sytuację z matką napisze w kolejnym rozdziale ;)

poniedziałek, 27 maja 2013

#Zayn 1



Muzyka wydobywająca się z głośników była tak głośno, że prawie nie słyszałam co mówi do mnie dziewczyna stojąca obok. Była to niewysoka brunetka z zielonymi oczami. Jej włosy spięte w luźnego kucyka powiewały na wietrze. Nie zwróciłam uwagi jak była ubrana. Za wszelką cenę chciałam dostać się na środek imprezy... A tak w ogóle to nie wiem po co. Szłam, przepychając się przez tłum tańczących ludzi. Po drodze kilku starszych ode mnie chłopaków zaczepiło mnie w prośbie o szluga. Pozbyłam się ich szybko oddając moje ostatnie papierosy. Nie wiem dlaczego, ale na niczym mi wtedy nie zależało tylko na tym, aby dostać się w miejsce skąd dochodził dźwięk śpiewu. Szłam dalej po drodze uważając, aby nie przewrócić się przez co nie zauważyłam i wpadłam na chłopaka o nieco ciemniejszej karnacji od mojej. Chłopak złapał mnie za ramię tak, abym nie upadła. Ja speszona wolną ręką zagarnęłam włosy do góry i przygryzłam wargę. A on uśmiechnął się do mnie, a sam zrobił to samo. Gdy puścił moją rękę spojrzał na mnie tymi swoimi czekoladowymi tęczówkami, a ja odpłynęłam. Chłopak wyciągnął rękę w moją stronę i zaprosił do tańca, zgodziłam się akurat teraz musieli puścić wolnego pomyślałam sobie. Ale jemu to nie przeszkadzało objął mnie oby dwoma rękami w tali i zaczął kołysać mną powoli w rytm muzyki. Ja po otrząśnięciu się z odpłynięcia położyłam ręce na jego karku i wpatrywałam się w jego przepiękne tęczówki.Chłopak uśmiechał się do mnie i milczał. Dla mnie ta chwila mogła trwać wiecznie, ale ktoś postanowił nam przeszkodzić. Podszedł do nas jego kumpel i pociągnął za sobą w stronę sceny. Tak, że nawet nie zdążyliśmy się pożegnać. On i czterech innych chłopaków wskoczyli na scenę i zaczęli śpiewać. Chłopak cały czas patrzył się na mnie. Zaprosił mnie na scenę i zaśpiewał jedną z wolnych piosenek dla mnie. Tak właśnie dla mnie. Teraz to dopiero odleciałam. Gdy on śpiewał ja wyobrażałam sobie, że z nim tańczę. To był najlepszy wieczór mojego życia. Ale jak każda impreza musiała się skończyć. Chłopak odjechał, a ja nawet nie znałam jego imienia. Chodź nie przeszkadzało mi to w zakochaniu się w nim. Takk chociaż nawet nie zamieniłam z nim słowa to już byłam po uszy w nim zakochana.

....Tydzień później....
Obudziłam się on znowu mi się śnił... Od kiedy z nim zatańczyłam nie mogę o nim zapomnieć. Czy miłość od pierwszego wejrzenia istnieje ? To znaczy od pierwszego zatańczenia ? Chyba tak mam na to nieznaczne dowody. Ale chłopak, o którym marze.. Ja... Ja nie jestem nawet niego warta... Już wiem kim jest... Jak ma na imię... Skąd jest... Nawet wiem gdzie jest teraz... Czy mnie to zawsze musi spotykać ? Czy ja zawsze muszę zakochiwać się w chłopakach u których nie mam nawet cienia szansy ?  Postanowiłam wziąć się w garść puściłam radio w pokoju na cały głos, a sam poszłam do toalety obok się przebrać i odświeżyć. W trakcie malowania usłyszałam coś dziwnego. Właśnie mówił on.. Chłopak, z którym tańczyłam i w którym jestem bez pamięci zakochana. Powiedział, że tę piosenkę dedykuje dziewczynie, którą poznał na imprezie, tej z którą tańczył. tej której nie miał odwagi wyznać swojego imienia i przyzanć się do sławy bo wiedział, że od razu pomyśli sobie, że jest i tańczy z nią tylko po to by ją "zaliczyć"... Ale to nie prawda tańczył z nią wtedy bo zakochał się w niej bez pamięci, ale ze strachu odjechał i zostawił ją tysiące kilometrów za sobą. Próbował o niej zapomnieć, ale na próżno i dlatego jest tu -studio radia-, aby powiedzieć jej, a może wyśpiewać co do niej czuje...Przez ten jeden taniec poznał ją tak jakby znali się od przedszkola...

...Your hand fits in mine like it's made just for me
But bear this in mind it was meant to be.
And I'm joining up the dots with the freckles on your cheeks.
And it all makes sense to me.

 I know you've never loved the crinkles by your eyes, when you're smile.
You've never loved your stomach or your thighs.
The dimples in your back at the bottom of your spine.
But I'll love them endlessly

 I won't let these little things slip out of my mouth.
But if I do it's you, oh it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things.

 You can't go to bed without a cup of tea..
And maybe that's the reason that you talk in your sleep.
And all those conversations are these secrets that I keep
Though it makes no sense to me.

 I know you're never loved the sound of your voice on tape,
You never want to know how much you weigh.
You still have to squeeze into your jeans,
But you're perfect to me.

 I won't let these little things slip out of my mouth..
But if it's true it's you, it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things.

 You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you. Ooh..

 I've just let these little things slip out of my mouth.
'Cause it's you, oh it's you.. it's you they add up to.
And I'm in love with you and all these little things.


I won't let these little things slip out of my mouth.
But if it's true. it's you.. it's you they add up to.
I'm in love with you. And all your little things.

Na koniec powiedział, że jeżeli dziewczyna z którą tańczył właśnie słucha. Prosi ją, aby przyszła w miejsce gdzie się poznali w miejsce, gdzie odbyła się impreza-park-... Powiedział, że będzie na nią czekał dziś...

Co ja mam teraz robić ? Mało myśląc ubrałam się w czarne rurki, białą luźną bokserkę w krzyż i czerwone conversy... Wybiegłam z domu jak oszalała i pobiegłam do parku. Odnalazłam miejsce, w którym się poznaliśmy, a on tam był czekał z różą w ręku. Cała drżąca podeszłam do niego i tak samo jak wtedy zgarnęłam włosy do góry jedną ręką i przygryzłam wargę. A on wiedział już że to ja. Wstał objął mnie w talii, włączył tą samą piosenkę z odtwarzacza MP3 i zaczął powoli kołysać mną na boki. Ja położyłam ręce na jego kark, a głowę na jego ramię... Tańczyliśmy tak jak tamtego wieczoru... Chłopak w połowie piosenki spojrzał na mnie tymi czekoladowymi tęczówkami, powoli zbliżył swoje wargi do moich, a ja bez chwili zastanowienia złączyłam je w pocałunku, który chłopak odwzajemnił.... Ta chwila dla mnie mogła trwać wiecznie...

Hej napisałam  krótki Imagin z Zayanem jak się podoba ?? Wiem zjebałam końcówkę i za to was przepraszam... Napiszcie co o nim sądzicie w komentarzach.. :) Kolejny rozdział o Isie pojawi się niebawem :)

sobota, 18 maja 2013

Rozdział 8 "Miałam takie schizy, że widziałam chłopaków wchodzących do klubu."


 Sobota, 18.05.2013r

Rozdział 8 "Miałam takie schizy, że widziałam chłopaków wchodzących do klubu."



Harry...Harry...Harryyyy.... Nawet we śnie o nim myślałam.... Dlaczego ? Po co ? To trzeba wyjaśnić.
Ohhh.... Zapomniałam przecież dzisiaj mam iść do klubu tak ? No to co ja jeszcze robię we łóżku ? Godzina 15.30, a ja se leże jak na leżaku i o Harrym rozmyślam. Koniec !
Wstałam z łóżku i poszłam do łazienki, a tam szok !!! Wyglądałam okropnie !!! Jeżeli chłopcy mnie taką wiedzieli i nadal będą się ze mną przyjaźnić to są jednymi z niewielu.. Doprowadzenie się do porządku dziennego zajęło mi z godzinę ? Coś takiego. Gdy wyglądałam jak człowiek ubrałam się w czarną krótką sukienkę oraz czerwone szpilki. Pomalowałam usta czerwoną szminką no i ogólnie pomalowałam się 'trochę' mocniej niż zwykle. Byłam już gotowa do wyjścia. Zegarek wskazywał punkt 19. Tylko do jakiego klubu ? Pójść ? Postanowiłam, iż pójdę do klubu niedaleko domu. Zdzwoniłam po Taxi i pojechałam.

....KLUB....
W klubie było od groma ludzi... Jedni tańczyli... Drudzy coś palili -to nie były papierosy-... A inni po prostu siedzieli i gadali. Gdy weszłam do zadymionego pomieszczenia podszedł do mnie jakiś facet i przedstawił się

A: Witaj piękna na imię mam Alex, a ty ?
I: Hej... Jestem Isabella
A: A więc Isabello co taka piękna dziewczyna jak ty robi sama w klubie takim jak ten ?
I: Niedawno przyleciałam i postanowiłam się zabawić
A: To może pobawimy się razem ?
I: -nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Coś podpowiadało mi, abym z nim nie szła, ale on był taki przystojny- Tak pewnie
A: Super... Tam są moi kumple i ich dziewczyny dołączymy do nich ?
I: Ok...

Podeszliśmy do grupki osób siedzących przy barze, Alex przedstawił mnie wszystkim... Nie czułam się zbyt pewnie w otoczeniu nie znajomych osób. Lecz oni zachowywali się tak jakby znali mnie od lat. Wypytywali mnie gdzie mieszkam, ile mam lat, czy mam chłopaka.. I czy mieszkam tu sama. Ze strachu powiedziałam im wszystko... Nie mówiłam tylko o chłopcach nie chciałam, aby mieli prze zemnie kłopoty. Ron, wysoki brunet cały czas mi się przyglądał. Ja od czasu do czasu uśmiechałam się do niego.Z czasem to zrobiło się dość dziwne. Postanowiłam pójść do domu, ale Alex mi nie pozwalał zamówił dla mnie dwa drinki. Musiałam je wypić... I następne dwa i kolejne... W końcu byłam tak schlana, że nie kontaktowałam. Przez chwilę widziałam, jak Alex i Ron wstrzykują mi coś do żyły. Powiedzieli, że po 'tym' poczuje się lepiej. Może i tak. Miałam takie schizy, że widziałam chłopaków wchodzących do klubu. Ale zaraz czy to były schizy ? Widziałam jak kłócą się z Alexem i jego kumplami... Chyba Niall wziął mnie na ręce, ale Alex mnie z niego zrzucił i popchnął Nialla darł się, że mają mnie zostawić.... Niall nie dał za wygraną i znowu wziął mnie na ręce, moja głowa latała jakby była ze sprężyny wcale nad nią nie panowałam. Alex i jego kumple znowu się rzucali. Ron uderzył Harrego i tak zaczęła się bójka... Niall jako jedyny nie brał w niej udziału, ponieważ Liam wydarł się, aby wziął mnie do domu... Potem widziałam tylko jakieś kolorki... Kręciło mi się w głowie.
Gdy się obudziłam, nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje. Jeszcze mnie trzymało. Próbowałam otworzyć oczy, żeby coś zobaczyć. Udało się po kilku próbach. Zobaczyłam zdenerwowanego Horana chodzącego w tą i z powrotem. Chciałam spytać czy coś się stało, ale moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Mogłam tylko patrzeć na niego i zastanawiać się nad powodem jego zdenerwowania. W głowie miałam pustkę.. Od czasu do czasu miałam przebłyski wczorajszego wieczora. I nagle przypomniałam sobie !!! Liam, Harry, Zayn i Louis... Gdzie oni są ?!? Wzięłam głęboki wdech i wydarłam się

I: NIALL !!!

Chłopak odwrócił się w moim kierunku i patrzył na mnie zeszklonymi oczami... Czy to miało znacyć, że chłopcom coś się stało ? I to z mojego powodu ? Nigdy bym sobie tego nie wybaczyła...

N: -podszedł do mnie i przykucnął- Isa... Obudziłaś się... Dziewczyno co ty tam robiłaś ? Podobno jesteś chora ? I co oni ci dali ? Pamiętasz ?
I: -jego pytanie mnie przytłoczyły. Chciałam się dowiedzieć co z chłopcami, a on prawił mi kazanie- Niall.. Zamknij się.... -na chwilę przestała mówić bo ból w mojej głowie był nie do zniesienia- Gdzie są chłopcy ? Co się z nimi stało ?
N: Nie wiem gdzie są... Od wczoraj nie wrócili. Nie odbierają telefonów. Mam złe przeczucia
I: Jeżeli prze ze mnie coś im się stało.... Nigdy sobie tego nie wybaczę... Niall... -chciałam go przeprosić, ale ból w mojej głowie był coraz mocniejszy... Nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa-
N: Isa ? Isa ! Issaa !!! Słyszysz mnie ??? Sły.... -już nic nie słyszałam przed oczami miałam tylko ciemność-

....SZPITAL....
Obudziło mnie ostre światło lampy... Wszystko mnie bolało... Otworzyłam usta i wydałam okrzyk przepełniony bólem...

N: Isa... Boże... Nic cie nie jest ?

Jest rozdział 8 :) Jak wam się podoba ?? Piszcie w komentarzach... Następny rozdział spróbuję dodać w następnym tygodniu... Jak wam się podoba nowy wystrój bloga ?? Muszę wymyślić co się stało z chłopcami ;)

poniedziałek, 13 maja 2013

1/2 rozdziału 8 "Pomalowałam się tak, abym wyglądała bardzo, bardzo blado"


Poniedziałek, 13.05.2013r

1/2 - rozdziału 8 "Pomalowałam się tak, abym wyglądała bardzo, bardzo blado"



Obudziłam się, a za oknem lał deszcz nie miałam ochoty wstać z łóżka. Zauważyłam na szafce nocnej obok mojego 'posłania' zeszyt i kilka ołówków. Od zawsze lubiłam rysować tak więc zaczęłam dzień od narysowania mojego nieosiągalnego marzenia. Spytacie pewnie co narysowałam ? O to:

Wyszedł mi całkiem fajnie, ale i tak nie jest tak wspaniały jak postać, którą rysowałam. Nie mogłam dopuścić do tego, aby ktoś to zobaczył... Schowałam rysunek w walizce pod stertą nierozpakowanych rzeczy. Po ukryciu mojego 'skarbu' podeszłam do okna i patrzyłam jak spływają po nim pojedyncze krople deszczu i w tym momencie zachciało mi się płakać, przypomniałam sobie jak tata pocieszał mnie gdy byłam smutna, zawsze śpiewał mi piosenkę przez siebie wymyśloną. A teraz ? Jestem sama, no oczywiście jest jeszcze moja kochana mama, ale ona potrzebuje kogoś kto da jej szczęście i się nią zaopiekuje, nigdy nie zapomnę jak przez wiele noc płakała po stracie taty. Od momentu jego odejścia stała się niedostępna, za wszelką cenę chcę mnie chronić. Jej ochrona polegała na oddzieleniu mnie od prawie całego świata, dopiero gdy pojawił się Carlos jakoś się uspokoiła. Ale przez to zostałam skrzywdzona i nigdy jej tego nie zapomnę. Moje przemyślenia przerwał telefon, wzięłam go do ręki, a na wyświetlaczu widniał numer Harrego. Odebrałam, a on poinformował mnie że musi wrócić do domu, ponieważ jego kotka Molly wraca do domu po długim pobycie u weterynarza. Powiedział też, że chłopcy chcą razem z nim przyjechać. Musiałam wymyślić coś co pozwoli mi zostać do końca tygodnia sama w domu. Chciałam odpocząć od tych wariatów no i trochę się rozerwać. Wymyśliłam, że wkręcę ich w chorobę. Udam, iż mam grypę wtedy na pewno nie zostaną u mnie długo, no bo przecież gwiazdy muszą dbać o zdrowie. Pomalowałam się tak, abym wyglądała bardzo, bardzo blado i udało mi się to wyglądałam jak przysłowiowy trup ;) Ubrałam się w ciepłą bluzę ze znakiem Batmana, legginsy oraz ciepłe kapciuszki. Włosy rozpuściłam i trochę potargałam, porozrzucałam wokół łóżka kilkanaście pogniecionych chusteczek, na szafce poukładałam najróżniejsze syropy, a sama położyłam się w łóżku. Poleżałam tak z pół godziny ? I chłopcy już byli. Wszyscy wparowali do mojego pokoju i miny im zrzedły. 

Lo: Isa co ci jest ?
N: Isa przynieść ci coś do picia ? Może gorącą herbatkę ?
Li: Issaa.... Oj nie ładnie... -puszcza oczko-
I: -kaszle- Jestem trochę chora, ale nie podchodźcie do mnie zbyt blisko jeszcze was zarażę
N: Ja się niczym nie zarażę -wypina pierś- Zaraz przyniosę ci cieplutkiej herbatki -pobiegł do kuchni-
Li: Isa.... A może pójdziemy do lekarza -ironiczny głos-
H: Ej znam dobrego na pewno ci pomoże młoda -opiera się o Liama-
I: Ty ty !!! Tylko nie młoda jasne !!! I do żadnego lekarza nie idę. poradzę sobie sama. A ty gdzie masz tego kota ?? Molly ?? Czy tak ??
H: Tak Molly... Wezmę ją jednak do Zayana
I: To po co tu przyjeżdżaliście ????? -krzyczę-
Z: Mała nie denerwuj się chcieliśmy cię zobaczyć -mina zbitego psa-
Lo: No właśnie... A może zostaniemy i dotrzymamy ci towarzystwa ? No wiesz "w zdrowiu i w chorobie"
I: Nie brałam z wami ślubu. I nie możecie zostać chcę być sama.
N: -wrócił z kuchni- Proszę kochana herbatka. Herbatka dla chorej pani -podaje mi napój-
I: Yyyy... Dzięki Niallerku -przesyłam mu buziaka-
Li: Dobra Niallerku lecimy do domku pamiętasz, że wieczorem idziemy do klubu ? -popycha go, aby nie 'złapał' buziaka-
N: Ehhh.. No dobra...
Lo,Z,Li,N: Do zobaczenia młoda !
I: Grrr... Nie młoda !!!
H: -podszedł do mnie i pocałował w czoło- Zdrowiej szybko -sarkazm-

Chłopcy wyszli, a ja rozmyślałam nad zachowaniem Hazzy. Dlaczego pocałował mnie w czoło ?

Oto 1/2, a może nawet 1/3 część rozdziału 8 piszcie w komentarzach czy wam się podoba. I czy mam coś pozmieniać ? Potrzebuję waszej opinii... Wyraźcie swoje zdanie na ten temat.